sobota, 26 listopada 2011

Nabici w rostowskiego czy w belke - czyli zemsta małych, indywidualnych inwestorów

Pamiętam niedawną akcję grona osób, którzy uznali, że pewien bank oszukał ich podsuwając do podpisu niekorzystną umowę przy braniu kredytu hipotecznego.
Zjednoczyli się w swojej słusznej sprawie i poprzez założoną stronę internetową przygotowywali się do walki z dużą instytucją finansową.

Może i my, oszczędzający na lokatach jednodniowych, rachunkach oszczędnościowych, drobni inwestorzy próbujący wycisnąć jak najwięcej z każdej zaoszczędzonej złotówki powinniśmy się zebrać i zjednoczyć przeciwko uszczelnieniu systemu podatkowemu mającemu na celu likwidację lokat anty-belkowych.
Jak można tego dokonać.

Wydaje mi się, że dobrym pomysłem byłoby wycofanie pieniędzy z systemu bankowego poprzez ich fizyczną wypłatę. Podejrzewam, że w takiej sytuacji banki zostałyby zmuszone do podniesienia oprocentowania i znów zaczęłaby się wojna depozytowa albo zwróciłyby się do NBP o dokapitalizowanie.
W ten sposób zagralibyśmy na nosie ministerstwu finansów, a ich wyliczenie co do wysokości wpływu do budżetu w wysokości 300mln poszłoby w las.
Zablokowanie możliwości omijania podatku belki uderza w ta część społeczeństwa, która oszczędza dokonując jakiś wyrzeczeń, a nie w tych, którzy mają miliony na kontach.
Czyli jest to forma kary za oszczędzanie.
Wiem, że trzeba poczekać do przyszłego roku i zobaczyć jak to będzie w praktyce ale już trzeba mieć przygotowany jakiś plan działania aby nie dać się bić po pewnej części ciała.

2 komentarze:

  1. Nie wiem czy u nas ta forma protestu przyjęłaby taką formę którą ktoś by zauważył.

    Dla mnie to dziwne, z jednej strony chcą byśmy oszczędzali na emerytury, a z drugiej każą nam za to płacić podatek, bo przecież IKE Lokaty mają gorsze oprocentowanie niż lokaty z belką...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam przykre wrażenie, że nikomu nie zależy czy będziemy gryźć płot na starość żeby nie umrzeć z głodu czy może coś innego. Dlatego całe IKE widzę jako zasłonę dymną, żeby nie było widać wprost, że nikomu na niczym nie zależy ( wyjątki zawsze się znajdą...)ze względu na powyższy tok rozumowania nie popadam w dylematy jak Sebastian Cezary w drugim akapicie.
    Co do wyprowadzania pieniędzy z systemu trzeba się jeszcze zastanowić co z nimi zrobić i wtedy będzie to jakiś plan, pomijam to że musi to być na tyle proste i łatwe rozwiązanie żeby ludziom się chciało ( bo nadal setki tysięcy osób trzymaja pieniadze na RORach które są tak oprocentowane że powodują straty... - chociaż to może podpada bardziej pod świadomość finansową, jeżeli można to tak nazwać. W każdym razie problem jest i to nie mały.)

    OdpowiedzUsuń