Korzystając z osłabienia złotego wobec euro, postanowiłem pozbyć się europejskiej waluty. Sprzedałem po 4,15 więc zwrot z inwestycji w walutę wyniósł 501zł.
Złotówki otrzymane ze sprzedaży euro podzieliłem w następujący sposób:
- 4000zł przelałem na rachunek maklerski i kupiłem akcje spółki GPW oraz spółki Bogdanka,
- 1500zł na zakup jednostek funduszu BPH Akcji,
- 500zł na zakup jednostek funduszu BPH Akcji Dynamicznych Spółek,
- 4500zł na fundusz bezpieczeństwa.
Liczę, że udało mi się "złapać" dołek, patrząc na wczorajszą czy dzisiejszą sesję. Mam nadzieję, że zakup akcji w tym momencie, pozwoli mi na szybkie odrobienie strat, które zaliczyłem nie ustawiając stop lossa.
Oczywiście mogę się mylić i to co teraz dzieje się na giełdzie może okazać się tylko chwilowym odreagowaniem silnych spadków i za chwilę może nastąpić ich kontynuacja. Jednak inwestując na giełdzie w ramach IKE nic nie staje na przeszkodzie aby w razie czego zostać inwestorem długoterminowym. Przecież póki nie sprzedam akcji ewentualna strata jest tylko na papierze.
Gdyby jednak sytuacja na rynkach finansowych wciąż się pogarszała przygotowałem się na ten scenariusz poprzez zwiększenie funduszu bezpieczeństwa. Dzięki temu powinienem spać trochę spokojniej nawet jeśli krach powróci na giełdy.
Moja droga do niezależności finansowej, z potomstwem na karku, realizowana poprzez: oszczędzanie, inwestowanie i zarabianie. Zamierzam wykorzystać do tego: GPW, akcje, obligacje, surowce, fundusze inwestycyjne.
piątek, 12 sierpnia 2011
czwartek, 4 sierpnia 2011
No to łapiemy spadające noże
Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie leci na łeb na szyje. Akcje spadają, nikt nie patrzy na fundamenty spółek, każdy chce się pozbyć akcji i może kupić franka, bądź ochronić swój kapitał.
Zastanawiam się czy nie jest to dobry moment na dokupienie akcji, jak również zwiększyć zaangażowanie w fundusze akcji.
Mam zamiar upłynnić trochę euro tak aby zasilić swój rachunek maklerski i próbować "łapać dołek". Nawet jeśli mi się nie uda to nie powinienem zaliczyć dużej wtopy, gdyż ogranicza mnie limit wpłat na IKE w 2011 roku wynoszący 10077zł.
Co innego jeśli chodzi o fundusze inwestycyjne. Tutaj nie obowiązuje żadne ograniczenie, a można podejrzewać, że trwające spadki, a ostatnio można powiedzieć obsuwa, spowoduje wycofywanie się klientów z funduszy i umarzanie jednostek bądź konwersja do bardziej bezpiecznych. Ucieczka z funduszy, które mają w swoich portfelach akcje zmusi je do sprzedawania ich co spotęguje spadki na giełdach. I niestety nie pomogą w stabilizacji giełdy OFE, które mają mniej pieniędzy z naszych składek po ich obcięciu przez rząd.
Tak więc obserwuję giełdę i spróbuję łapać spadające noże. Albo się uda albo nie :)
Najwyżej zostanę inwestorem długoterminowym, co niejako jest wpisane w ideę IKE.
Zastanawiam się czy nie jest to dobry moment na dokupienie akcji, jak również zwiększyć zaangażowanie w fundusze akcji.
Mam zamiar upłynnić trochę euro tak aby zasilić swój rachunek maklerski i próbować "łapać dołek". Nawet jeśli mi się nie uda to nie powinienem zaliczyć dużej wtopy, gdyż ogranicza mnie limit wpłat na IKE w 2011 roku wynoszący 10077zł.
Co innego jeśli chodzi o fundusze inwestycyjne. Tutaj nie obowiązuje żadne ograniczenie, a można podejrzewać, że trwające spadki, a ostatnio można powiedzieć obsuwa, spowoduje wycofywanie się klientów z funduszy i umarzanie jednostek bądź konwersja do bardziej bezpiecznych. Ucieczka z funduszy, które mają w swoich portfelach akcje zmusi je do sprzedawania ich co spotęguje spadki na giełdach. I niestety nie pomogą w stabilizacji giełdy OFE, które mają mniej pieniędzy z naszych składek po ich obcięciu przez rząd.
Tak więc obserwuję giełdę i spróbuję łapać spadające noże. Albo się uda albo nie :)
Najwyżej zostanę inwestorem długoterminowym, co niejako jest wpisane w ideę IKE.
wtorek, 2 sierpnia 2011
Nowy pomysł na dodatkowy dochód
Ponieważ żona "siedzi" sobie na wychowawczym, a nasze państwo nie chce łożyć kasy na nowych obywateli, potrzebuję dodatkowego dochodu. Moja pensja, według państwa, wystarczy na czteroosobową rodzinę, a ja jednak uważam, że to za mało zwłaszcza gdy marzy mi się zrealizowanie celu 6 zer.
Dlatego też, postanowiliśmy z żoną, że ona od września oprócz naszego synka, będzie się też opiekować dziećmi koleżanek. Są one nauczycielkami więc nie powinno być problemów jeśli chodzi o liczbę godzin, kiedy żona będzie miała na głowie kilku urwisów. Jeśli plan będą miały tak ułożony, że czasem ich godziny pracy nie będą się pokrywały, to tym bardziej żona nie powinna się przemęczyć.
Niestety w związku z tym przedsięwzięciem mam pracowity urlop. Jestem w trakcie wybijania dziury w ścianie aby połączyć dwa pokoje, po to by dzieci miały trochę więcej przestrzeni.
Nie liczę na jakieś wielkie pieniądze z tej działalności ale w moim obecnym stanie finansów, każda złotówka się liczy.
Dlatego też, postanowiliśmy z żoną, że ona od września oprócz naszego synka, będzie się też opiekować dziećmi koleżanek. Są one nauczycielkami więc nie powinno być problemów jeśli chodzi o liczbę godzin, kiedy żona będzie miała na głowie kilku urwisów. Jeśli plan będą miały tak ułożony, że czasem ich godziny pracy nie będą się pokrywały, to tym bardziej żona nie powinna się przemęczyć.
Niestety w związku z tym przedsięwzięciem mam pracowity urlop. Jestem w trakcie wybijania dziury w ścianie aby połączyć dwa pokoje, po to by dzieci miały trochę więcej przestrzeni.
Nie liczę na jakieś wielkie pieniądze z tej działalności ale w moim obecnym stanie finansów, każda złotówka się liczy.
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Lipec za nami - podsumowanie
I już sierpień. Dla niektórych połowa wakacji, dla mnie tydzień pracowitego urlopu.
Jak wygląda sytuacja na naszej giełdzie czy innych, każdy wie więc nie ma co się tu rozwodzić nad tym.
Straty w moim portfelu są dość znaczne ale myślę, że uda się je odrobić w sierpniu.
A oto jak przedstawiają się moje inwestycje
Jeśli chodzi o stopy zwrotu w porównaniu z poprzednim miesiącem to wyglądają następująco
Kilka słów komentarza.
Gdyby do podsumowania wliczyć dzisiejszy dzień, byłoby trochę lepiej. Niestety 31 lipca wypadł w niedzielę, a i w Stanach Zjednoczonych do porozumienia doszli za 5 dwunasta.
Dzisiaj zarówno euro jak i akcje spółek, które posiadam w portfelu wzrosły.
Jak wygląda sytuacja na naszej giełdzie czy innych, każdy wie więc nie ma co się tu rozwodzić nad tym.
Straty w moim portfelu są dość znaczne ale myślę, że uda się je odrobić w sierpniu.
A oto jak przedstawiają się moje inwestycje
Jeśli chodzi o stopy zwrotu w porównaniu z poprzednim miesiącem to wyglądają następująco
Kilka słów komentarza.
Gdyby do podsumowania wliczyć dzisiejszy dzień, byłoby trochę lepiej. Niestety 31 lipca wypadł w niedzielę, a i w Stanach Zjednoczonych do porozumienia doszli za 5 dwunasta.
Dzisiaj zarówno euro jak i akcje spółek, które posiadam w portfelu wzrosły.
Oszczędzania należy się wstydzić?
Dziś spotkała mnie dziwna historia.
Przyszli do nas znajomi, którzy podobnie jak my, mają córkę. Jest młodsza od naszej więc temat kobiecych rozmów zszedł na ubranka. Panie udały się do "garderoby" by przejrzeć rzeczy naszej córki, które ewentualnie można by oddać.
Po wyjściu znajomych żona poinformowała mnie, że nie wzięli żadnych ubranek. Nam się już nie przydadzą bo na synka raczej nie będą pasować dziewczęce ubranka, a uznaliśmy, że mogą się im przydać. Ani nie były zniszczone czy niemodne.
Żona odniosła wrażenie, że ubranie córki w "chodzone" rzeczy nie mieściło się w ich postrzeganiu świata. Mimo tego, że znamy się już sporo lat nie przyjęli prawie nowych ubranek tylko dlatego, że nie nowe.
Znam ich sytuację finansową i jakoś nie mogę się nadziwić takiego podejścia. Czy naprawdę to taki wstyd chodzić w niezniszczonych ubraniach ale nie nowych?
Przecież dzieci dość szybko rosną i nawet jeśli kupią nowe ubrania to i tak ich córka pochodzi w nich zaledwie kilka miesięcy.
Może właśnie dlatego, że ludzie mają takie podejście do oszczędzania biedni stają się jeszcze biedniejsi?
Przyszli do nas znajomi, którzy podobnie jak my, mają córkę. Jest młodsza od naszej więc temat kobiecych rozmów zszedł na ubranka. Panie udały się do "garderoby" by przejrzeć rzeczy naszej córki, które ewentualnie można by oddać.
Po wyjściu znajomych żona poinformowała mnie, że nie wzięli żadnych ubranek. Nam się już nie przydadzą bo na synka raczej nie będą pasować dziewczęce ubranka, a uznaliśmy, że mogą się im przydać. Ani nie były zniszczone czy niemodne.
Żona odniosła wrażenie, że ubranie córki w "chodzone" rzeczy nie mieściło się w ich postrzeganiu świata. Mimo tego, że znamy się już sporo lat nie przyjęli prawie nowych ubranek tylko dlatego, że nie nowe.
Znam ich sytuację finansową i jakoś nie mogę się nadziwić takiego podejścia. Czy naprawdę to taki wstyd chodzić w niezniszczonych ubraniach ale nie nowych?
Przecież dzieci dość szybko rosną i nawet jeśli kupią nowe ubrania to i tak ich córka pochodzi w nich zaledwie kilka miesięcy.
Może właśnie dlatego, że ludzie mają takie podejście do oszczędzania biedni stają się jeszcze biedniejsi?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
