czwartek, 25 marca 2010

Strategia oszczędzania a realia życia.

Od jakiegoś czasu czytam blogi poświęcone oszczędzaniu, zarabianiu i inwestowaniu. Z reguły trafiam na takie, pisane przez ludzi, którzy dopiero myślą założyć rodzinę, a ich obecne sukcesy w oszczędzaniu chcą kontynuować po założeniu rodziny.

Ponieważ mam już rodzinę, mogę nieco "sprowadzić" ich na ziemię.
Niestety nikt ani nic nie jest w stanie przygotować nas na posiadanie rodziny. Oprócz podstawowych planów czyli naszych (np. zostania rentierem, czy niezależności finansowej) są plany naszej drugiej połówki. I to niestety niezbyt spójne z ideą oszczędzania (bez urazy do płci pięknej, ale piszę z autopsji :)).

Tylko porządny fundusz awaryjny jest w minimalnym stanie zapewnić nam bezpieczeństwo na wydatki związane z nowym czy kontynuowanym związkiem.

Przecież wiadomo, że raz na jakiś czas trzeba wyjść do kina, McDonalda czy innych takich. Później jakieś drobne upominki bo nie można wyjść na sknerę itp. itd.

Ale to nic w porównaniu do wydatków związanych z zawarciem związku małżeńskiego (no chyba, że finansują go rodzice młodych) Panna młoda będzie mówiła, że to jest jej dzień najważniejszy w życiu i nie można na nim oszczędzać. Na gościach, rodzinie również nie zaoszczędzimy.

Jeśli macie mieszkanie to pół biedy ale i tak choćby było nowe, zostanie przemeblowane i odnowione przez szczęśliwą młodą mężatkę.

Kolejny etap to dzieci. I dopiero tutaj zaczynają się wydatki (porównywalne do kredytów hipotecznych albo i większe).
Same wizyty u ginekologów pochłaniają sporą ilość gotówki. Można oczywiście chodzić państwowo ale jeśli ciąża jest zagrożona (tak jak u mojej żony oby dwie) to raczej nie ma człowiek sumienia, czekać po miesiąc czy dwa na wizytę. Do tego w przypadku zagrożenia ciąży dochodzą leki (45zł tygodniowo, taki był koszt parę lat temu).

No a gdy wszystko się uda i przyjdzie na świat nowy potomek, wydatkom nie ma końca. Urządzenie pokoju, łóżeczko, przewijak, wózek, środki czystości, pieluchy itp. itd.

Można pisać bez końca.

Dlatego jeśli ktoś dopiero ma przed sobą tą ścieżkę to na prawdę jako fundusz bezpieczeństwa nie wystarczy 6 czy 12 pensji czy wydatków. Musi być on dość potężny, gdyż zwiększając rodzinę rosną wydatki i to o wiele bardziej niż liczba członków rodziny.

Nie chcę nikogo zniechęcać do zakładania rodziny ani rezygnacji z potomstwa. Chcę tylko uzmysłowić jaki ogrom wydatków jest związany z posiadania rodziny. Nie mam zamiaru przedstawiać kalkulacji bilansu zysków i strat bo było by to chore.

Jeśli ktoś chce urealnić swój fundusz bezpieczeństwa, wystarczy, że przy wizycie w sklepie spojrzy na ceny pieluch, chusteczek, oliwek, kaszek itp. i wtedy dopiero może robić kalkulacje swojego funduszu.

Powodzenia.

3 komentarze:

  1. Po tym wpisie, moj maz moze poczuc sie szczesciarzem, ze ma zone, ktora woli inwestowac, niz wydawac ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest dorosly, zarabia, nie moge mu niczego zabronic. Wszystkie wieksze wydatki ustalamy razem, wiec nie ma niespodzianek w budzecie.

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda. Też kiedyś zaczynałem drogę do wolności, ale gdy na świat przyszły bliźniaki, wszystkie plany z tym związane poszły w odstawkę. Urodziły się dwa szczęścia, a wydatki się potroiły. Teraz ledwo wiążemy koniec z końcem i czasem śmieszą mnie posty, w których single piszą, że na pewno da się odłożyć jakieś pieniądze.

    OdpowiedzUsuń